Choć trzecia runda międzynarodowych mistrzostw Włoch Formuły 4 upłynęła pod znakiem dużych problemów z ustawieniami auta, Aleksander Ruta był w stanie przebić się do pierwszej dziesiątki i na torze Monza dwukrotnie sięgnąć po kolejne punkty do klasyfikacji generalnej.
Jedyny Polak w stawce 49 zawodników i zawodniczek z całego świata rozpoczął weekend na obiekcie znanym z Formuły 1 od pechowego wypadku tuż przed sesją kwalifikacyjną, co oznaczało dla niego konieczność startu do dwóch pierwszych wyścigów z odległych pozycji.
Jakby tego było mało, pierwszy wyścig zakończył się dla 17-latka przedwcześnie z powodu kolizji, ale w drugim Ruta był w stanie widowiskowo przebić się z 22. na 8. miejsce, sięgając jednocześnie po kolejne cenne punkty do klasyfikacji generalnej.
Ta imponująca pogoń dała także kierowcy zespołu Van Amersfoort Racing awans do wyścigu głównego, do którego kwalifikowało się tylko 36 najszybszych zawodników.
Ponownie startując z 22. pozycji, młody Polak znów przebił się do czołówki, tym razem mijając linię mety na 11. miejscu i także sięgając po punkty.
Po trzech z siedmiu rund międzynarodowych mistrzostw Włoch Formuły 4 Aleksander Ruta zajmuje w tabeli 21. miejsce z dorobkiem 36 punktów. Wyścigi czwartej rundy odbędą się za miesiąc na torze Mugello.
„Od początku weekendu znów mieliśmy duże problemy z balansem samochodu, co bardzo utrudniało mi szybką, powtarzalną i bezbłędną jazdę, zarówno podczas kwalifikacji, jak i wyścigów – mówi Aleksander Ruta. – Startując ze środka stawki we wszystkich trzech wyścigach byłem w stanie zyskiwać pozycje, ale pierwszy z nich zakończył się dla mnie przedwcześnie. W dwóch kolejnych przebijałem się do pierwszej dziesiątki, co jest dużo lepszym wynikiem, ale to nadal nie są pozycje, na których powinniśmy być w tym roku. To był bardzo pechowy początek sezonu, dlatego mam nadzieję, że razem z zespołem uda nam się poprawić auto i wrócić do walki w czołówce”.
„Olek pokazał w ten weekend ogromną determinację i dał z siebie wszystko, choć od początku rundy sprawy nie szły po naszej myśli – dodaje trener kierowcy, Jakub Wysocki. – Po sobotnim wypadku zespół nie tylko musiał odbudować auto, ale także wymienić silnik, co było dużym wyzwaniem. Olek zachował jednak zimną krew i w niedzielę pokazał naprawdę dobre ściganie, w obu wyścigach zyskując po kilkanaście pozycji, choć balans samochodu nie był dostosowany do jego stylu jazdy. To był także bardzo gorący weekend z temperaturami asfaltu przekraczającymi 60 stopni. Dziękujemy więc nie tylko zespołowi za ciężką pracę, ale także naszym partnerom, Hid-ration i N-ice, za ekspresowe dostarczenie na tor elektrolitów i kamizelki chłodzącej. To bardzo pomogło.”
[ inf. ze strony www.pzm.pl]